niedziela, 11 listopada 2012

● Chapter three


Przez dłuższy czas nie mogłam zasnąć. Jednak w końcu po kilku próbach przeniosłam się w krainę snów. Śniłam o tym co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. Może spałam godzinę albo 5. Pobudkę miałam szybko. Jakiś krzyk wyrwał mnie ze słodkich objęć Morfeusza. Złapałam za telefon i spojrzałam na wyświetlacz, była 7 rano! No nie. Wyszłam spod ciepłej kołdry i opuściłam swój pokój po czym otworzyłam drzwi do pokoju Michała. Położyłam telefon przy jego uchu.
- Wstawaj! – powiedziałam po czym usiadłam na brzegu i spojrzałam na zaspanego brata.
- Odczytałam sms-a.? – Uniósł brwi ku górze. – Pójdziesz.? – Usłyszałam nutkę rozbawienia w jego głosie. Wyrwałam poduszę spod jego głowy i walnęłam go nią.
- Pójdę. – Uśmiechnęłam się wesoło po czym wstałam i wyszłam z pokoju Michała. Weszłam do swojego pokoju. Położyłam się na chwilę na łóżku. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie wczorajszy dzień. Poleżałam kilka minut gdy do mojego pokoju ktoś wpadł. Kurde Michał, czy on nie może dać mi trochę prywatności. Podniosłam głowę i obrzuciłam go zdenerwowanym spojrzeniem.
- Co jeszcze.? – Położyłam głowę i zamknęłam oczy.
- Masz drugi sms. – Podał mi telefon. Podniosłam powieki i przeczytałam kolejną wiadomość. Miejsce i godzina spotkania. Tylko tyle. Żadnych nowych rewelacji. Usunęłam wiadomość z telefonu po czym oddałam go bratu.
- Dobra możesz już iść. – Uśmiechnęłam się przelotnie po czym wstałam z łóżka i zniknęłam za drzwiami łazienki. Związałam długie ciemne włosy w koczek i nałożyłam soczewki. Unikałam ich jak ognia, tak samo okularów. Miałam niewielką wadę wzroku, znacznie mniejszą niż brat. Zrobiłam delikatny makijaż, nie zajęło mi to zbyt dużo czasu. Gdy byłam gotowa wróciłam do pokoju. Michał wciąż tam siedział. Obrzuciłam go gniewnym spojrzeniem.
-A Ty co jeszcze tutaj robisz.? – Zaśmiałam się melodyjnie i wyciągnęłam z szafy swoje ulubione spodnie. Wygrzebałam też jakąś bluzkę. – Możesz wyjść.? Chciałabym się przebrać. – Wypchnęłam brata ze swojego pokoju, po czym nałożyłam na siebie zestaw znaleziony w szafie. O 12 miałam spotkać się z Bartkiem Kurkiem. A była ledwie 9 godzina nad ranem. Miałam jeszcze trzy godziny. Usiadłam na krześle i włączyłam laptopa. Uruchomiłam komunikator gadu-gadu i kliknęłam na ikonkę kontaktu przyjaciółki.  Przez chwilę zastanawiałam się co mam jej napisać. Wiedziała o większości rzeczy. Znała moje najskrytsze sekrety. Musiałam jej to powiedzieć, ale nie teraz. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości.
- Małpo co się nie odzywasz.?
-Wiesz jak to jest jak Michał przyjedzie do domu. :P
- No tak. Ale chyba znajdziesz jeszcze czas dla przyjaciółki.?
- Jasne, że tak. Może dzisiaj wieczorem.?
- Mnie pasuje. Mam wolną chatę wieczorem.
- Oo no to gites. Wpadnę do Ciebie wieczorem koło 20, pasuje Małpiszonie.?
- Jaki Małpiszon. Pasuje, pasuje.
- No i to i się podoba. Mykam, Michał coś chce. – Zakończyłam jakże kreatywną konwersacje. Tak to już bywało z nami. Między wierszami czytałyśmy i bez zbędnych słów dogadywałyśmy się. Byłyśmy jak siostry. No nie do końca, ale praktycznie jak siostry. Spojrzałam na zegarek na monitorze. Kurczę, 10. Wciąż za wcześnie, żeby wybrać się do centrum. I za późno, żeby zająć się czymś bardziej twórczym. Westchnęłam cicho i podniosłam się z krzesła. Złapałam za torebkę i wyszłam z pokoju. Skierowałam się w kierunku schodów; zbiegłam po nich i trafiłam do kuchni. Nikogo nie było. Cisza, tylko ja i moje dziwne myśli. Usiadłam na krześle. Wciąż za wcześnie. Jej jak ten czas się dłuży.


Półtorej godziny później.

Usiadłam przy jednym ze stolików. W kawiarni nie było dużo ludzi, co było jak dla mnie dziwnym zjawiskiem. Bo gdy tylko ja i Ulka wychodziłyśmy na miasto ludzie jakby na złość plątali się po całym mieście i zajmowali wszystkie kawiarenki. Ale mniejsza o to. Zostało mi 5 minut do 12. Mogę opanować swoje nerwy i zachować się jak prawie dorosła osoba. Przecież to tylko zwykła pogawędka. Nic więcej, chciał tylko porozmawiać ze mną. Może zapytać się o jakieś kompromitujące szczegóły z życia mojego braciszka.? To byłoby zabawne, tyle ich było, że mogłabym je wymieniać przez okrągły tydzień.  Ale Misiek mógłby to samo zrobić. Oboje byliśmy jacyś dziwni w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Spojrzałam ukradkiem na drzwi. Zauważyłam, że ktoś o nieprzeciętnym zroście próbuje zmieścić się w drzwiach. Uśmiechnęłam się delikatnie. Punktualnie o 12 Bartosz Kurek znalazł się przy moim stoliku.
- Cieszę się, że się zgodziłaś. – Uśmiechnął się szeroko. A ja na kilka sekund zapomniałam języka w gębie. Opanuj się słodka naiwna idiotko. Nie masz najmniejszych szans.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem. – Założyłam niesforny kosmyk włosów za ucho i na kilka sekund opuściłam wzrok. – Myślałam, że macie napięty grafik przed olimpiadą.
- Tak jest. Andrea dał nam dzień wolnego. Jutro znów treningi. – Uśmiech na chwilę zniknął z jego twarzy, ale po jakimś czasie powrócił.



__________________________________________
No i jest kolejny rozdział. Nie widzę was kochani.! Ujawnijcie się ;p