wtorek, 29 stycznia 2013

● Chapter Six


Pierwszy mecz miał się zacząć za kilka godzin. Siedziałam w swoim pokoju starając się skupić na swoim  nowym zadaniu. Miałam przecież fotografować wszystko co działo się tam. Trema z każdą minutą coraz bardziej mnie zżerała. Z korytarza dobiegały dźwięki  krzątaniny. Nabrałam powietrza w płuca. Minęły kilka dni od przylotu. Moje stosunki z członkami zespołu stały się zupełnie inne. Nawiązałam także nowe kontakty. To śmieszne, ale prawie przez cały czas nie spędziłam z bratem choćby minuty. Wchodził do mojego pokoju sprawdzić jak sobie radzę, po czym wychodził i zostawiał mnie samą. Często przychodzili do mnie inni, stałym gościem był Bartek. Bardziej swobodnie czułam się w jego towarzystwie. Nie musiałam się już pilnować, żeby nie palnąć jakiejś głupoty.  Po prostu mówiłam to co chciałam powiedzieć i nie zastanawiałam się, czy aby nie powiedziałam czegoś głupiego. Podniosłam głowę i spojrzałam na świat za oknem. Wciąż świeciło słońce, niestety nie miałam już dzisiaj czasu na to aby zwiedzać miasto. Musiałam się przygotować do zadania. Podskoczyłam gdy drzwi otworzyły się z hukiem.
- Kurde Michał, opanuj się. – Krzyknęłam i spojrzałam na stojącego w drzwiach brata.
- Tak cicho siedzisz, że myślałem, że śpisz. – Zaśmiał się głośno i usiadł obok mnie. Denerwowałam się,  bardzo się denerwowałam. – Ej, mała nie masz się czego bać. Musisz tylko wziąć ten aparat i zrobić kilka dobrych zdjęć. Przecież umiesz to zrobić perfekcyjnie.
- Umiesz pocieszyć człowieka. Nie robię przecież perfekcyjnych zdjęć. – Powiedziałam piskliwym głosikiem. Nie jestem aż taka dobra. – Kocham fotografię, ale to nie znaczy, że umiem zrobić dobre zdjęcia.
- I tu się mylisz. Widziałem masę zdjęć jakie zrobiłaś.  Monika mi je przysyłała. – Uśmiechnął się szeroko, Monika wiedziałam. Knuła coś z nim. – Gdybyś nie była dobra, nie starałbym się wziąć Ciebie tutaj. – Przyciągnął mnie do siebie.
- Dobra, skoro mam się przygotować to musisz mnie niestety braciszku puścić. – Zaśmiałam się wesoło i odsunęłam się od mężczyzny. Sięgnęłam po torbę i wyciągnęłam z niej aparat. Nałożyłam obiektyw i skierowałam go na brata. – Uśmiech. – Zrobił tak jak powiedziałam. Zdjęcie zapisało się na karcie pamięci. Gotowe. Może jakoś poradzę sobie.
- Michał, Marta idziemy. – Zbyszek zajrzał do pokoju. Jemu też zrobiłam przelotne zdjęcie. Im więcej zdjęć zrobię teraz tym lepiej. Niedługo jak tak dalej będzie będę konkurencją dla Igły.
- No chodź mała. – Michał podniósł się i skierował swoje kroki w stronę korytarza. Poszłam w jego ślad w biegu łapiąc jeszcze wszystkie swoje graty. Na szyję nałożyłam identyfikator „Marta Kubiak – photographer national team of Poland” dumnie to wszystko brzmiało. Uśmiechnęłam się szeroko.  Ten dzień na pewno zapamiętam. Stanęłam na samym końcu tuż obok wszystkim dobrze znanego „Jarząbka” Jeszcze chłopaki się schodzili, miałam więc czas zrobić kilka zdjęć. Kolejne do kolekcji. Miałam czym się już pochwalić. Zdjęcia z polskimi reprezentantami przybyłymi na letnie igrzyska. Oraz ku mojej uciesze zdjęcie z przyjmującym reprezentacji amerykańskiej Matthew’em Andersonem. Ale nie teraz czas na rozmyślania. Skupiłam swoje myśli na nadchodzącym meczu. Na pierwszy ogień poszli Włosi. Podążałam za całym zespołem, wciąż trzymając aparat i robiąc kolejne zdjęcia.
- Za chwilę zapcha Ci się karta.
- Mam drugą zapasową. – Zaśmiałam się wesoło i wciągnęłam z pokrowca dwie karty pamięci.
- Przezorny zawsze ubezpieczony. – Zaśmiał się Krzysiu. – Ale jak skończy Ci się pamięć, albo będziesz się nudziła możesz też nagrać coś. – Podał mi niewielką torbę, w niej zapewne była słynna kamera.
- Ja.? – Zdziwiona spojrzałam na kompana. – Mam coś w ogóle mówić. – Zaśmiałam się jak idiotka, oczywiście że mam coś mówić.
- Jeśli będziesz chciała, możesz mówić. Jeśli nie, nie zmuszam.- Wzięłam torbę i przewiesiłam ją sobie przez ramię, byłam zaskoczona i na dodatek zaszczycona. A może to swoista próba, czy poradzę sobie.? Dam radę, ja mam sobie nie poradzić.?
- Postaram się coś nagrać. – Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Dam sobie radę. Zadowolona wsiadłam do autokaru gdzieś na tył. Włożyłam słuchawki do uszu i pod głosiłam swoją ulubioną piosenkę. Mimo, że na chwilę chciałam się odciąć od świata słyszałam wszystko co było mówione w autokarze. Ktoś podśpiewywał, ktoś głośno gadał, a jeszcze ktoś zapuszczał jakąś muzę. To wszystko zlało się w jeden wielki harmider. Musisz się przyzwyczaić do czegoś takiego. Przede mną całe igrzyska z siatkarzami. Ktoś szturchnął mnie.
- Co tam fajnego słuchasz.? – Marcin zabrał mi mp3 i podłączył je do słynnego bum boxa Zibiego. Na cały autobus ryknęła piosenka rockowego zespołu Skillet – Monster. – Niezła piosenka. -  Usłyszałam chóralne stwierdzenie.  Uśmiechnęłam się wesoło i wsłuchałam się w tekst piosenki.

W szatni.

Usiadłam gdzieś daleko z boku. W uszach tkwiły słuchawki, z których dobiegała głośna muzyka. Starałam się nie wpatrywać jak psychopatka z chłopaków. Jak na razie udawało mi się. W ogóle nie spoglądałam na nikogo. Siedziałam grzecznie i przeglądałam zdjęcia jakie udało mi się zrobić od czasu wyjścia z wioski. Obok mnie usiadł Bartek. Nie zwróciłam nawet na to większej uwagi, wcześniej gdyby tylko obok mnie usiadł zaczęłabym skakać z radości, głupkowato się śmiać i rumienić na twarzy. Teraz było mi to bez znaczenia. No dobra nie do końca, ale już nie cieszyłam się jak głupia. Wyciągnęłam jedną słuchawkę z ucha i spojrzałam na siedzącego obok mnie siatkarza.
- Przygotowana na swój debiut.?
- Ja tak, a Ty.? – Starałam się zachować obojętny wyraz twarzy, ale kąciki moich ust uniosły się mimo mojej woli ku górze.
- Oczywiście, że tak. – Zaśmiał się wesoło, po chwili ja także zaczęłam się śmiać. Trener coś powiedział, popatrzyliśmy się na siebie z Bartkiem po czym, mężczyzna wstał i podszedł do reszty. Jak to mawiał Krzysiek Ignaczak, Srebrny Lis wpajał zawodnikom ostatnie zmiany taktyczne po czym pokazał wyjście z szatni. Na chwilę jeszcze podszedł do mnie Michał.
- Gotowa.? – Spojrzał się na mnie z uśmieszkiem.
- Jasne. Trzymam za was kciuki. – Zaśmiałam się wesoło po czym ostatni raz przed meczem przytuliłam się do brata.  – Pokażcie Włochom gdzie ich miejsce. – Nie mogłam przestać się śmiać. Podekscytowanie, zdenerwowanie  te uczucia kłębiły się w środku mnie. Ręce powoli zaczęły mi się trząść.

__________________________________________________
Pojawił się na reszcie kolejny rozdział.  Podoba wam się historia Marty.? Może macie pomysły co można pokomplikować.? Piszcie. Możecie mnie jeszcze znaleźć na facebook'u Na fan page'u tego bloga. :) Zapraszam.!