Mam na imię Marta. Marta Julia Kubiak. Moje życie nie jest
jakieś mega interesujące. Po za spotkaniami z bratem przyrodnim jestem zwykłą
dziewczyną. Nawet w trakcie nich Michał nie staje się wielką gwiazdą. Oboje
zachowujemy się jak rodzeństwo, które nie widziało się od wieku. Moja miłość do
siatkówki zrodziła się z tego, iż mój brat ją kocha. Pamiętam gdy jako mała
dziewczynka zabierał mnie na swoje treningi. Po śmierci mojej mamy stało się to
codziennością. Miałam może 5 lat jak zmarła moja mama, później opiekę nade mną
przejął ojciec wraz z żoną. Trafiłam pod skrzydła rodziny Kubiaków. Owszem mam
to samo nazwisko. Ale wracając do moich zainteresowań. Nie jestem wielką
mistrzynią w siatkówce. Michał zawsze się ze mnie naśmiewa, w końcu on jest
siatkarzem i ja jako jego siostra powinnam również świetnie radzić sobie w tej
dyscyplinie. A wcale tak nie jest, nie mam po prostu talentu. Nie umiem czasami
nawet trafić w piłkę. Obserwatorzy z boku jak tylko widzą, że wychodzę na
boisko od razu śmieją się. W sumie ja także. Uwielbiam gdy Michał wraca do domu
po zgrupowaniach, albo udanym sezonie ligowym. Zawsze przywozi mi różne
pamiątki, ale nie to się dla mnie liczy. Razem z Moniką wypatrujemy go w oknie.
A gdy tylko nadarzy się okazja na kibicowanie pakujemy rzeczy i od razu
jedziemy. Mam bardzo dobry kontakt z narzeczoną brata. W końcu znam ją od
dawna. Tak samo znam najlepszego przyjaciela – Zbyszka Bartmana. (…) Telefon
zadzwonił. Podniosłam głowę i spojrzałam na wyświetlacz. „Monika” później spojrzałam na zegarek. O cholera.
Było już po 9
- Monia, przepraszam. – Próbowałam się wytłumaczyć.
- Marta nic nie szkodzi. Za ile przyjdziesz.? – Monika była dla mnie zawsze wyrozumiała. Ale czasami wypadało na mnie nakrzyczeć. – Śpiesz się. Nie będę czekała na Ciebie wieczność. – Szybko podniosłam się i nałożyłam na siebie jakieś ciuchy. Związałam niezdarnie włosy i wybiegłam z pokoju. Nikogo nie było w domu. Rodzice poszli do pracy. Nałożyłam na stopy jakieś buty. I wyszłam. Kilka minut zajęło mi dojście do domu Moni. Zdzwoniłam do drzwi. Po chwili otworzyła je narzeczona mojego brata.
- Monia, co wykombinowałaś.? – Weszłam do środka.
- Jutro Michał przyjeżdża.- Uśmiechnęła się szeroko.
- Monia, przepraszam. – Próbowałam się wytłumaczyć.
- Marta nic nie szkodzi. Za ile przyjdziesz.? – Monika była dla mnie zawsze wyrozumiała. Ale czasami wypadało na mnie nakrzyczeć. – Śpiesz się. Nie będę czekała na Ciebie wieczność. – Szybko podniosłam się i nałożyłam na siebie jakieś ciuchy. Związałam niezdarnie włosy i wybiegłam z pokoju. Nikogo nie było w domu. Rodzice poszli do pracy. Nałożyłam na stopy jakieś buty. I wyszłam. Kilka minut zajęło mi dojście do domu Moni. Zdzwoniłam do drzwi. Po chwili otworzyła je narzeczona mojego brata.
- Monia, co wykombinowałaś.? – Weszłam do środka.
- Jutro Michał przyjeżdża.- Uśmiechnęła się szeroko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz