Te kilka dni spędzałam głownie na treningach. Poznałam
osobiście każdego z siatkarzy i nawiązałam z nimi bardzo dobry kontakt. Jako
wielka kibicka była uradowana, nie każda dziewczyna doświadcza takiego
zaszczytu. Tym bardziej czułam się wyróżniona. Czasami z Michałem nie
wytrzymywaliśmy tak częstego kontaktu. Po prostu mieliśmy siebie dość, a
jeszcze czekała nas olimpiada, na której miałam być. Miałam siedzieć w pierwszym rzędzie i cykać
fotki. Uśmiechnęłam się szeroko na samo wspomnienie mojej nowej „pracy”.
Włożyłam do walizki kilka obiektywów, laptopa, mp3 i drugi telefon. Także
teczka ze zdjęciami się znalazła swoje miejsce w walizce. Druga większa była
wypełniona po brzegi ubranymi. Nie
mogłam jej zapiąć więc musiałam usiąść i dopiero wtedy spróbować zapiąć. Za
którymś tam razem udało mi się. Zabrałam
się za znoszenie walizki gdy ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju. Podniosłam
głowę i spojrzałam na postać, która pojawiła się w moim wypełnionym po brzegi
zdjęciami siatkarzy pokoju. Wszędzie były autografy, koszulki, które jakimś
cudem dostawałam od Michała, a także jedna specjalna piłka. Uśmiechnęłam się
lekko zażenowana całą tą sytuacją. Najwięcej w pokoju miałam zdjęć Bartosza
Kurka.
- Nie wiedziałem, że Twój pokój może tak wyglądać. – Uśmiechnął się szeroko, a ja w tym momencie zapragnęłam zniknąć z powierzchni planety. Albo po prostu wypaść przez okno na bruk. – Nie pokazujesz tego szału jak z nami przebywasz.
- Bo nie jestem tak psychiczna. – Zaśmiałam się głośno i podniosłam większą walizkę. Co ja tam nabrałam, cegieł.?
- Poczekaj, pomogę Ci. – Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy Bartek zabrał mi walizkę.
- Dzięki – Bąknęłam pod nosem i pochwyciłam mniejszą walizkę wypełnioną sprzętem, a także torbę z wszystkimi dokumentami. Przewiesiłam ją sobie przez ramię i pierwsza ruszyłam do schodów. Na dole czekała już na mnie cała rodzinka. Postawiłam walizkę. Mama od razu przytuliła się do mnie, po chwili dołączył do nas tata.
- Trzymaj się mała. Masz w końcu to o czym tak długo marzyłaś. – Wiedziałam, że się uśmiecha. Nie musiałam nawet na niego patrzeć. Słyszałam też jak mama pociąga nosem. Nie była moją biologiczną matką, ale traktowała mnie jak swoją córkę, a ja jak mamę, która zginęła kilka lat temu.
- Ej. Przecież wrócę. Nic mi nie będzie. Jest ze mną Michał. Może to nie jest bardzo odpowiedzialny opiekun, ale w końcu to mój brat. – Zaśmiałam się cicho, próbując zagłuszyć jakoś łzy, które chciały wydostać się na światło dzienne. Mama po kilku chwilach puściła mnie. Tata jeszcze chwilę trzymał mnie w objęciach. Mama coś mu tam szepnęła do ucha i w końcu puścił mnie.
-Wracaj cała. – Powiedział na pożegnanie. Pociągnęłam nosem. Tylko nie rycz, to tylko dwa tygodnie. Wyszłam z domu, od razy nałożyłam na nos ciemne okulary. Następnie wsiadłam do samochodu.
- Jedziemy.! – Chciałam, żeby zabrzmiało to radośnie, ale nie udało mi się. Droga co centrum na lotnisko nie zajęła długo. Zadziwiającą jak dobrze Monika prowadziła, dawno nie jeździłam z nią, bałam się o swoje życie. Gdy dojechaliśmy na lotnisko od razu wysiadłam. Stanęłam obok Michała, ten pożegnał się z Moniką.
- Zaczyna się moje wielka przygoda. – Szepnęłam pod nosem. Poczułam jak brat obejmuje mnie ramieniem.
Po wylądowaniu w Londynie.
Rozpakowałam się w pokoju. Byłam zakwaterowana w wiosce olimpijskiej. Na każdym kroku widziałam gwiazdy sportu. Miałam nawet okazję porozmawiać z Agnieszką Radwańską oraz jej siostrą Ulą. Nigdy nie miałam okazji spotkać takich sportowców. Siedziałam w pokoju, na łóżku leżał aparat tuż obok laptop. Musiałam sprawdzić parę ustawień. Wolałam się zając tym teraz lepiej zrobić to wcześniej niż na ostatnią chwilę. Dobiegł mnie dźwięk stukania do drzwi. Podniosłam głowę znad ekranu komputera i spojrzałam się na stojącą przede mną postać brata.
- Co wyprawiasz.? – Usiadł obok mnie na brzegu i zajrzał mi przez ramię.
- Muszę się przygotować. Coś aparat nie chce mi łączyć.- Pokazałam na leżący obok aparat. Stosunkowo nowy, ponieważ rodzice kupili mi go na dzień dziecka w tym roku. Jednak coś nie chciał działać. Akumulatorek leżał od kilkunastu minut w ładowarce. – Może po prostu się rozładował. – Uśmiechnęłam się delikatnie i zamknęłam laptopa. – O której trening.? – Uniosłam brwi ku górze i wlepiłam swoje spojrzenie w brata.
- Dzisiaj trochę odpoczynku, może pod wieczór….
Zostałam sama w pokoju. Miałam czas na robienie wszystkiego. Mogłam też wyjść z wioski i wrócić dopiero wieczorem. Poznać miasto trzeba, zwłaszcza, że to może być jedyna okazja podczas całego pobytu. Wzięłam do ręki torebeczkę i przełożyłam ją przez ramię. Pogoda za oknem była cudowna, nie padało, słońce świeciło. Aż chciało się wyjść. Tak też zrobiłam, opuściłam swój pokój i wyszłam na korytarz. Po drodze spotkałam Zbyszka.
- Wybierasz się gdzieś.?
- Trzeba się przewietrzyć. Zobaczyć okolicę. – Uśmiechnęłam się delikatnie. Po czym bez słowa minęłam przyjaciela brata i ruszyłam wzdłuż korytarza. Jak na złość musiałam spotkać połowę ekipy. Również natknęłam się na Bartka. Każdy kogo napotkałam mierzył mnie wzrokiem. Nie byłam taka mała, ale przy nich wszystkich wyglądałam i czułam się jak krasnoludek. Brakowało mi brody. Zaśmiałam się cicho pod nosem. Krasnoludek. Wyszłam na powietrze, usiadłam na ławce i przyglądałam się wszystkim w wiosce. Było wielu ludzi i to nie tylko z Polski. Ale z całego świata. Również napotkałam spojrzenie zawodnika Brazylijskiego. Zaskoczenie, to przecież nie powinno mi towarzyszyć. W końcu byłam w wiosce olimpijskiej.
- Zaskoczona takim widokiem. – O mało co nie podskoczyłam. Zaskoczona odwróciłam spojrzenie i spojrzałam na siedzącego obok mnie Kubę Jarosza.
- Nie wcale, po prostu nie mogę przywyknąć do tego. – Na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec. – Zawsze o tym marzyłam. To wszystko przez Michała, on zaszczepił mnie tą całą pasją i na dodatek zaciągnął mnie tutaj. – Chwila szczerości, nie zawsze mnie się to zdarza. Raczej wszystkie sekrety i przemyślenia siedzą w mojej głowie.
- To coś nowego dla Ciebie. Ale szybko przywykniesz. Po za tym Michał za dużo opowiadał nam o Tobie. – Uśmiechnął się szeroko.
Zapewne, przecież Michał to wielki papla, potrafił powiedzieć wszystko i dopiero po jakimś czasie zastanowić się co tak naprawdę powiedział. Westchnęłam cicho.
- A jakieś dobre, czy złe rzeczy.?
- Same pozytywy, po za tym mieliśmy okazję zobaczyć Ciebie w akcji.
Od kilku dni moje życie to sen, teraz siedzę z atakującym naszej reprezentacji i tak po prostu gawędzimy. To wszystko było takie niewiarygodne. Prawie jak sen, a jednak jawa.!
____________________________________________
- Nie wiedziałem, że Twój pokój może tak wyglądać. – Uśmiechnął się szeroko, a ja w tym momencie zapragnęłam zniknąć z powierzchni planety. Albo po prostu wypaść przez okno na bruk. – Nie pokazujesz tego szału jak z nami przebywasz.
- Bo nie jestem tak psychiczna. – Zaśmiałam się głośno i podniosłam większą walizkę. Co ja tam nabrałam, cegieł.?
- Poczekaj, pomogę Ci. – Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy Bartek zabrał mi walizkę.
- Dzięki – Bąknęłam pod nosem i pochwyciłam mniejszą walizkę wypełnioną sprzętem, a także torbę z wszystkimi dokumentami. Przewiesiłam ją sobie przez ramię i pierwsza ruszyłam do schodów. Na dole czekała już na mnie cała rodzinka. Postawiłam walizkę. Mama od razu przytuliła się do mnie, po chwili dołączył do nas tata.
- Trzymaj się mała. Masz w końcu to o czym tak długo marzyłaś. – Wiedziałam, że się uśmiecha. Nie musiałam nawet na niego patrzeć. Słyszałam też jak mama pociąga nosem. Nie była moją biologiczną matką, ale traktowała mnie jak swoją córkę, a ja jak mamę, która zginęła kilka lat temu.
- Ej. Przecież wrócę. Nic mi nie będzie. Jest ze mną Michał. Może to nie jest bardzo odpowiedzialny opiekun, ale w końcu to mój brat. – Zaśmiałam się cicho, próbując zagłuszyć jakoś łzy, które chciały wydostać się na światło dzienne. Mama po kilku chwilach puściła mnie. Tata jeszcze chwilę trzymał mnie w objęciach. Mama coś mu tam szepnęła do ucha i w końcu puścił mnie.
-Wracaj cała. – Powiedział na pożegnanie. Pociągnęłam nosem. Tylko nie rycz, to tylko dwa tygodnie. Wyszłam z domu, od razy nałożyłam na nos ciemne okulary. Następnie wsiadłam do samochodu.
- Jedziemy.! – Chciałam, żeby zabrzmiało to radośnie, ale nie udało mi się. Droga co centrum na lotnisko nie zajęła długo. Zadziwiającą jak dobrze Monika prowadziła, dawno nie jeździłam z nią, bałam się o swoje życie. Gdy dojechaliśmy na lotnisko od razu wysiadłam. Stanęłam obok Michała, ten pożegnał się z Moniką.
- Zaczyna się moje wielka przygoda. – Szepnęłam pod nosem. Poczułam jak brat obejmuje mnie ramieniem.
Po wylądowaniu w Londynie.
Rozpakowałam się w pokoju. Byłam zakwaterowana w wiosce olimpijskiej. Na każdym kroku widziałam gwiazdy sportu. Miałam nawet okazję porozmawiać z Agnieszką Radwańską oraz jej siostrą Ulą. Nigdy nie miałam okazji spotkać takich sportowców. Siedziałam w pokoju, na łóżku leżał aparat tuż obok laptop. Musiałam sprawdzić parę ustawień. Wolałam się zając tym teraz lepiej zrobić to wcześniej niż na ostatnią chwilę. Dobiegł mnie dźwięk stukania do drzwi. Podniosłam głowę znad ekranu komputera i spojrzałam się na stojącą przede mną postać brata.
- Co wyprawiasz.? – Usiadł obok mnie na brzegu i zajrzał mi przez ramię.
- Muszę się przygotować. Coś aparat nie chce mi łączyć.- Pokazałam na leżący obok aparat. Stosunkowo nowy, ponieważ rodzice kupili mi go na dzień dziecka w tym roku. Jednak coś nie chciał działać. Akumulatorek leżał od kilkunastu minut w ładowarce. – Może po prostu się rozładował. – Uśmiechnęłam się delikatnie i zamknęłam laptopa. – O której trening.? – Uniosłam brwi ku górze i wlepiłam swoje spojrzenie w brata.
- Dzisiaj trochę odpoczynku, może pod wieczór….
Zostałam sama w pokoju. Miałam czas na robienie wszystkiego. Mogłam też wyjść z wioski i wrócić dopiero wieczorem. Poznać miasto trzeba, zwłaszcza, że to może być jedyna okazja podczas całego pobytu. Wzięłam do ręki torebeczkę i przełożyłam ją przez ramię. Pogoda za oknem była cudowna, nie padało, słońce świeciło. Aż chciało się wyjść. Tak też zrobiłam, opuściłam swój pokój i wyszłam na korytarz. Po drodze spotkałam Zbyszka.
- Wybierasz się gdzieś.?
- Trzeba się przewietrzyć. Zobaczyć okolicę. – Uśmiechnęłam się delikatnie. Po czym bez słowa minęłam przyjaciela brata i ruszyłam wzdłuż korytarza. Jak na złość musiałam spotkać połowę ekipy. Również natknęłam się na Bartka. Każdy kogo napotkałam mierzył mnie wzrokiem. Nie byłam taka mała, ale przy nich wszystkich wyglądałam i czułam się jak krasnoludek. Brakowało mi brody. Zaśmiałam się cicho pod nosem. Krasnoludek. Wyszłam na powietrze, usiadłam na ławce i przyglądałam się wszystkim w wiosce. Było wielu ludzi i to nie tylko z Polski. Ale z całego świata. Również napotkałam spojrzenie zawodnika Brazylijskiego. Zaskoczenie, to przecież nie powinno mi towarzyszyć. W końcu byłam w wiosce olimpijskiej.
- Zaskoczona takim widokiem. – O mało co nie podskoczyłam. Zaskoczona odwróciłam spojrzenie i spojrzałam na siedzącego obok mnie Kubę Jarosza.
- Nie wcale, po prostu nie mogę przywyknąć do tego. – Na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec. – Zawsze o tym marzyłam. To wszystko przez Michała, on zaszczepił mnie tą całą pasją i na dodatek zaciągnął mnie tutaj. – Chwila szczerości, nie zawsze mnie się to zdarza. Raczej wszystkie sekrety i przemyślenia siedzą w mojej głowie.
- To coś nowego dla Ciebie. Ale szybko przywykniesz. Po za tym Michał za dużo opowiadał nam o Tobie. – Uśmiechnął się szeroko.
Zapewne, przecież Michał to wielki papla, potrafił powiedzieć wszystko i dopiero po jakimś czasie zastanowić się co tak naprawdę powiedział. Westchnęłam cicho.
- A jakieś dobre, czy złe rzeczy.?
- Same pozytywy, po za tym mieliśmy okazję zobaczyć Ciebie w akcji.
Od kilku dni moje życie to sen, teraz siedzę z atakującym naszej reprezentacji i tak po prostu gawędzimy. To wszystko było takie niewiarygodne. Prawie jak sen, a jednak jawa.!
____________________________________________
No i jest kolejny odcinek.! Niedługo kolejny.! ;))
Świetny :)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny. :D
Kiedy następny? :)
OdpowiedzUsuń