poniedziałek, 31 grudnia 2012

● Happy New Year.!

Niedługo za niewiele ponad 4 godziny przyjdzie nowy rok, rok pełen oczekiwanie przynajmniej ode mnie. 
Chciałabym wam wszystkim, moim czytelnikom życzyć tego aby ten nowy 2013 był znacznie lepszy od tego 2012, ale żeby nie zabrakło nam w nim sportowych szczególnie siatkarskich emocji.! Aby znów powtórzył się sukces w LŚ.


sobota, 29 grudnia 2012

● Chapter four


Siedzieliśmy tak przez długi czas. Straciłam kompletnie poczucie mijającego niemiłosiernie czasu. Po godzinie 15 zaczął odzywać się mój telefon. Speszona wyciągnęłam go z kieszeni „ Michał- Młoda wracaj już, rodzice wydzwaniają do mnie gdzie jesteś. Nie zostawiłaś im żadnej kartki.?” Zignorowałam tego sms-a. Ale mój nadopiekuńczy brat był nieustępliwy. Tym razem zadzwonił do mojego towarzysza.
- Tak jest jeszcze ze mną. Coś ważnego.? – Nie błagam Michał czemu mi to zawsze robisz. Bartek wyciągnął telefon w moją stronę. – To chyba jednak coś ważnego. – Wzięłam komórkę od rozmówcy i przyłożyłam ją do ucha.
- Ej nic mi nie jest. Rodzice nie świrują tylko Ty się martwisz. Nikt mnie przecież nie ukradnie. A nawet gdyby. Zapłacisz okup. – Zaśmiałam się cicho, chciałam jakoś rozładować napięcie. Mogłam po prostu powiedzieć „ Michał wyluzuj.” Ale nie, ja zawsze musiałam coś durnego dopowiedzieć. – Ok…. Dobra. Niedługo będę w domu. – Podałam telefon mężczyźnie siedzącemu naprzeciw mnie. – Chyba będę musiała się zbierać. Dziękuję za miło spędzony czas. – Uśmiechnęłam się nieśmiało. Czułam niedosyt. Bardziej chciałam poznać Bartka. Niestety dzisiaj nie udało mi się poznać większości. Może innym razem. Wszystko przecież jest przede mną. Podniosłam się z krzesła. Przełożyłam torebkę przez ramię.
- Poczekaj. Mogłabyś chociaż zostawić numer telefonu. – Fakt. Gapa, ciamajda i jeszcze wiele można by było o mnie powiedzieć. Wyciągnęłam karteczkę z portfela i długopis gdzieś z torebki i zapisałam na niej swój numer telefonu.
- Proszę. Może jutro jeszcze przyjadę z Miśkiem na trening. O ile zabierze mnie. – Zaśmiałam się wesoło. – Jeszcze raz dziękuję . – Odwróciłam się na pięcie i opuściłam lokal. Niedosyt. Czuję go cały czas. Ale jest plus. Bartosz Kurek ma mój numer telefonu.! Zanim ta informacja dotarła do mnie tak na poważnie zdążyłam wrócić do domu. Zastałam w nim tylko Monikę i Michała. Tyle rabanu o nic. Rodziców jeszcze nie było.
- To tak rodzice się o mnie martwią.? – Uniosłam brwi ku górze. Rzuciłam torebkę na podłogę, ściągnęłam trampki z nóg i udałam się do salonu. Włączyłam jakiś kanał muzyczny, starając się zagłuszyć rozmowę dobiegającą z kuchni. – Bla bla bla…. – Wlepiłam wzrok w telewizor. Nic nowego, ta sama muzyka, te same denne testy bez żadnego przesłania. Jednak trzeba było czymś zabić tą nudę. Do 20 było jeszcze dużo czasu. A cię spokojnie mogłam zająć się przygotowaniem na wyjazd. Za kilka dni miałam lecieć do Londynu. Ubłagałam rodziców aby pozwolili mi na to. Wyłączyłam telewizor i wyszłam z salonu. Swoje korki skierowałam ku górze. Zatrzymał mnie jednak dźwięk telefonu w mojej kieszeni. Wyciągnęłam go i spojrzałam na nieznany numer. Otworzyłam szybko wiadomość i przeczytałam ją. Wiedziałam dobrze kto jest nadawcą. Jednak zanim odpisałam zastanowiłam się dokładnie nad jej treścią. Usiadłam na podłodze pokoju. Od zawsze byłam w jakimś stopniu związana z siatkówką. Zbiegłam ze schodów i weszłam do kuchni. Michał i Monika jeszcze byli. Usiadłam obok nich i spojrzałam na brata.
- Doobra, co wy oboje kombinujecie.? – Uniosłam brwi ku górze. Wiedziałam to musiał być jakiś spisek.
- My nic nie kombinujemy. – Pierwsza odezwała się Monika. Spojrzałam na nią. Chciałam odczytać do tak naprawdę może myśleć. Każdy ruch twarzy jednak potwierdzał mnie w przekonaniu iż Monia mówi prawdę. – Znalazłam kilka Twoich zdjęć w pokoju. Wysłałam je do gazety. Nie widziałaś ich. Ale Michał je widział. Pokazał reszcie. – Jakie zdjęcia.? Nie przypominam sobie, żebym na wierzchu zostawiła jakieś zdjęcia. No chyba, że te z memoriału. No nie.
- A co ma z tym wszystkim wspólnego. – Położyłam dłoń na stole, drugą zaś podparłam się. – Zdjęcia, nie mają nic wspólnego z wczorajszym treningiem i dzisiejszym spotkaniem.?
-Mają. Zibi miał Ci powiedzieć. – Odezwał się Michał. Co on miał na myśli o tym mówić. – Rodzice powiedzieli mi, że lepisz do Londynu. To dobrze, bo chcę żebyś nam trochę pomogła. – Ja pomóc. No nie. To musi być jakiś żart.
- W czym ja mam wam niby pomagać.? – Nie rozumiałam jego toku myślenia. – Co może mam zostać fotografem reprezentacyjnym.?
- Dokładnie. To miał Ci powiedzieć Zbyszek. – Uśmiechnął się z ulgą. Co to miało niby znaczyć. Przecież moje zdjęcia to czysta amatorka.
- Okej.  Nie rozumiem. – Zaśmiałam się cicho. Mnie się to po prostu przywidziało. Albo nawet przyśniło. Uszczypnęłam się w przedramię, o poczułam ból. To nie jest sen – Jaja sobie ze mnie robicie i tyle. – Dodałam szybko.
- Nie skąd.
- Właśnie, to czysta prawda. Będziesz miała co zapisać na CV prócz spokrewnienia ze mną. – Zaśmiał się wesoło, do chwili Monika do niego dołączyła i na samym końcu ja. To wszystko było jakieś dziwne i banalne. Jak coś takiego może przytrafić się w prawdziwym życiu.  Pozostaje mi wierzyć, że nkt mnie nie wkręca.
-Na pewno mnie nie wkręcacie.?
- Nie. Nie wierzysz nam.?
- Jakoś ciężko mi jest w to uwierzyć. – Uśmiechnęłam się delikatnie. Ciężko to za mało powiedziane. – Dobra powiedzmy, że wam wierzę. Do czego wam w reprezentacji taki fotograf.?
- Nie wiem, nie mój pomysł. – Zaśmiał się wesoło.
- Spoko. – Ukradkiem spojrzałam na zegarek. Była 17. Powinnam coś przygotować na wieczór z Ulką. – Zostawię was. Idę na noc do Ulki. Została sama i trochę boi się. – Rozbawienie pojawiło się na mojej twarzy jak i na twarzach reszty. – Powiedz rodzicom, że jutro będę po obiedzie. O której macie trening.?
-  Po 9. Przyjechać po Ciebie.?
- Jak możesz. – Wstałam od stołu i udałam się do swojego pokoju. Zapakował do torby kilka potrzebnych mi rzeczy. Piżamę, szczoteczkę do zębów i zestaw ubrań.

Dwie godziny później.

Znalazłam się pod drzwiami domu przyjaciółki. Przyjaźniłyśmy się od przedszkola. W pewnym sensie byłyśmy jak siostry. Znałyśmy się na wylot. Przez 14 lat naszej znajomości nie miałyśmy przed sobą tajemnic. Znałyśmy każdy żenujący szczegół i wszystkie miłostki. Drzwi otworzył starszy brat Ulki.
- Cześć Kamil. – Ominęłam go i weszłam do domu. Nie zwracałam już w ogóle na niego uwagi.  Gdy tylko pojawiałam się w ich domu; on od razu go opuszczał. Słyszałam jak Ulka krząta się po kuchni.
- Marta. – Od razu rzuciła mi się na szyję. Kilka dni temu wróciła z rodzinnych wakacji.
- Cześć. Nie będziemy dzisiaj długo siedzieć. Jutro znów jadę na trening z Michałem. – Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Co znów będziesz tam robić idiotko. Patrzeć jak grają.? – Zaśmiała się
- Nie wiem może.
[…] Po pierwszej w nocy w końcu zasnęłyśmy. Powiedziałam jej o wszystkim. W końcu po jakimś czasie wydałoby się to.  Wolałam przecież żeby dowiedziała się tego ode mnie niż od papli brata.



____________________________________________
Myślę, że nowy rozdział spodoba wam się.  Wszelkie uwagi, zażalenia proszę pisać w komentarzach. Będę brała je pod uwagę. 


czwartek, 27 grudnia 2012

● Ogłoszenia Parafialne.

Bardzo chciałam was przeprosić za moją nieobecność. Była ona spowodowana nauką jak i pobytem w szpitalu. Do końca tego roku na pewno pojawi się kolejny rozdział opowieści o Marcie. Czekajcie cierpliwie ;p 

Do pojawienia się kolejnego odcinka potowarzyszy wam Michał "Dziku" Kubiak. ;) 

Michał Kubiak.- 13 

niedziela, 11 listopada 2012

● Chapter three


Przez dłuższy czas nie mogłam zasnąć. Jednak w końcu po kilku próbach przeniosłam się w krainę snów. Śniłam o tym co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. Może spałam godzinę albo 5. Pobudkę miałam szybko. Jakiś krzyk wyrwał mnie ze słodkich objęć Morfeusza. Złapałam za telefon i spojrzałam na wyświetlacz, była 7 rano! No nie. Wyszłam spod ciepłej kołdry i opuściłam swój pokój po czym otworzyłam drzwi do pokoju Michała. Położyłam telefon przy jego uchu.
- Wstawaj! – powiedziałam po czym usiadłam na brzegu i spojrzałam na zaspanego brata.
- Odczytałam sms-a.? – Uniósł brwi ku górze. – Pójdziesz.? – Usłyszałam nutkę rozbawienia w jego głosie. Wyrwałam poduszę spod jego głowy i walnęłam go nią.
- Pójdę. – Uśmiechnęłam się wesoło po czym wstałam i wyszłam z pokoju Michała. Weszłam do swojego pokoju. Położyłam się na chwilę na łóżku. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie wczorajszy dzień. Poleżałam kilka minut gdy do mojego pokoju ktoś wpadł. Kurde Michał, czy on nie może dać mi trochę prywatności. Podniosłam głowę i obrzuciłam go zdenerwowanym spojrzeniem.
- Co jeszcze.? – Położyłam głowę i zamknęłam oczy.
- Masz drugi sms. – Podał mi telefon. Podniosłam powieki i przeczytałam kolejną wiadomość. Miejsce i godzina spotkania. Tylko tyle. Żadnych nowych rewelacji. Usunęłam wiadomość z telefonu po czym oddałam go bratu.
- Dobra możesz już iść. – Uśmiechnęłam się przelotnie po czym wstałam z łóżka i zniknęłam za drzwiami łazienki. Związałam długie ciemne włosy w koczek i nałożyłam soczewki. Unikałam ich jak ognia, tak samo okularów. Miałam niewielką wadę wzroku, znacznie mniejszą niż brat. Zrobiłam delikatny makijaż, nie zajęło mi to zbyt dużo czasu. Gdy byłam gotowa wróciłam do pokoju. Michał wciąż tam siedział. Obrzuciłam go gniewnym spojrzeniem.
-A Ty co jeszcze tutaj robisz.? – Zaśmiałam się melodyjnie i wyciągnęłam z szafy swoje ulubione spodnie. Wygrzebałam też jakąś bluzkę. – Możesz wyjść.? Chciałabym się przebrać. – Wypchnęłam brata ze swojego pokoju, po czym nałożyłam na siebie zestaw znaleziony w szafie. O 12 miałam spotkać się z Bartkiem Kurkiem. A była ledwie 9 godzina nad ranem. Miałam jeszcze trzy godziny. Usiadłam na krześle i włączyłam laptopa. Uruchomiłam komunikator gadu-gadu i kliknęłam na ikonkę kontaktu przyjaciółki.  Przez chwilę zastanawiałam się co mam jej napisać. Wiedziała o większości rzeczy. Znała moje najskrytsze sekrety. Musiałam jej to powiedzieć, ale nie teraz. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości.
- Małpo co się nie odzywasz.?
-Wiesz jak to jest jak Michał przyjedzie do domu. :P
- No tak. Ale chyba znajdziesz jeszcze czas dla przyjaciółki.?
- Jasne, że tak. Może dzisiaj wieczorem.?
- Mnie pasuje. Mam wolną chatę wieczorem.
- Oo no to gites. Wpadnę do Ciebie wieczorem koło 20, pasuje Małpiszonie.?
- Jaki Małpiszon. Pasuje, pasuje.
- No i to i się podoba. Mykam, Michał coś chce. – Zakończyłam jakże kreatywną konwersacje. Tak to już bywało z nami. Między wierszami czytałyśmy i bez zbędnych słów dogadywałyśmy się. Byłyśmy jak siostry. No nie do końca, ale praktycznie jak siostry. Spojrzałam na zegarek na monitorze. Kurczę, 10. Wciąż za wcześnie, żeby wybrać się do centrum. I za późno, żeby zająć się czymś bardziej twórczym. Westchnęłam cicho i podniosłam się z krzesła. Złapałam za torebkę i wyszłam z pokoju. Skierowałam się w kierunku schodów; zbiegłam po nich i trafiłam do kuchni. Nikogo nie było. Cisza, tylko ja i moje dziwne myśli. Usiadłam na krześle. Wciąż za wcześnie. Jej jak ten czas się dłuży.


Półtorej godziny później.

Usiadłam przy jednym ze stolików. W kawiarni nie było dużo ludzi, co było jak dla mnie dziwnym zjawiskiem. Bo gdy tylko ja i Ulka wychodziłyśmy na miasto ludzie jakby na złość plątali się po całym mieście i zajmowali wszystkie kawiarenki. Ale mniejsza o to. Zostało mi 5 minut do 12. Mogę opanować swoje nerwy i zachować się jak prawie dorosła osoba. Przecież to tylko zwykła pogawędka. Nic więcej, chciał tylko porozmawiać ze mną. Może zapytać się o jakieś kompromitujące szczegóły z życia mojego braciszka.? To byłoby zabawne, tyle ich było, że mogłabym je wymieniać przez okrągły tydzień.  Ale Misiek mógłby to samo zrobić. Oboje byliśmy jacyś dziwni w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Spojrzałam ukradkiem na drzwi. Zauważyłam, że ktoś o nieprzeciętnym zroście próbuje zmieścić się w drzwiach. Uśmiechnęłam się delikatnie. Punktualnie o 12 Bartosz Kurek znalazł się przy moim stoliku.
- Cieszę się, że się zgodziłaś. – Uśmiechnął się szeroko. A ja na kilka sekund zapomniałam języka w gębie. Opanuj się słodka naiwna idiotko. Nie masz najmniejszych szans.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem. – Założyłam niesforny kosmyk włosów za ucho i na kilka sekund opuściłam wzrok. – Myślałam, że macie napięty grafik przed olimpiadą.
- Tak jest. Andrea dał nam dzień wolnego. Jutro znów treningi. – Uśmiech na chwilę zniknął z jego twarzy, ale po jakimś czasie powrócił.



__________________________________________
No i jest kolejny rozdział. Nie widzę was kochani.! Ujawnijcie się ;p 

wtorek, 6 listopada 2012

● Chapter Two


Uśmiechnęłam się nieśmiało do stojącego przede mną mężczyzny. Znaliśmy się bardzo dobrze. A jednak wciąż nie czułam się bardzo swobodnie w jego towarzystwie.
- Michał opowiadał mi jak bardzo wyrosłaś. Ale, że aż tak się zmieniłaś. Zaśmiał się wesoło o przytulił mnie do siebie. Jako mała dziewczynka byłam nieznośna gdy tylko w naszym domu pojawiał się Zbyszek od razu bez opamiętania leciałam do niego. Lubiłam jego towarzystwo.
- A Ty praktycznie się nie zmieniłeś. No prócz fryzury. – Stałam się bardziej odważna. Uśmiech na mojej twarzy stał się wyraźniejszy. – Dobrze Ci w takiej. – Zaśmiałam się melodyjnie. Za plecami usłyszałam kroki. Odwróciłam się i spojrzałam na stojącego za moimi plecami brata. Nie był jednak sam towarzyszył mu inny zawodnik. Odwróciłam się szybko i spojrzałam na Zbyszka. Nie wiem co ja tu robię. Ta niespodzianka była kiepskim pomysłem.  Nie, to to prostu jakiś żart. Nabrałam powietrza w płuca.
- Marta, możesz na chwilę się obrócić.? – Chciałam od razu krzyknąć „zabierz mnie do domu, to nie moje miejsce” ale powstrzymałam się i powoli nieśmiało odwróciłam się. Spojrzałam na wysokiego mężczyznę, oczywiście znałam go tylko z opowiadań Miśka, a także z telewizji. Jednak na żywo nie miałam okazji go zobaczyć. – Młoda, poznaj Bartka. – Młoda, no nie tego już za wiele, był tylko starszy ode mnie o 6 lat.
- Cześć, jestem Marta nie żadna młoda. – Uśmiechnęłam się szerzej i wyciągnęłam dłoń. Nogi zrobiły mi się jak z waty i nie wiedziałam, jak długo będę w stanie utrzymać się na nogach. – Miło mi Ciebie poznać. – Spuściłam wzrok na swoje stopy. Interesujące, zamiast patrzeć się na swojego idola to ja patrzyłam na buty.
- Mnie również Ciebie poznać. Dziku i Zibi dużo o Tobie opowiadali. – Słyszałam nutkę śmiechu w jego głosie. Co tym razem Michał naopowiadał.? Podniosłam głowę i groźnym wzrokiem spojrzałam na brata. – Nie martw się to nic kompromitującego. Same pochwały. -  Uśmiechnął się do mnie szeroko. A ja, chyba zaczerwieniłam się na policzkach. Oh, no Marta ogarnij się.
- Cieszę się, to znaczy Michał jeszcze dzisiaj nie zginie. – Opanował swój głos. Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam jak reszta drużyny wychodzi z szatni. Czas na to abym ulotniła się gdzieś na bok. – Michał, czemu nie zabrałeś ze sobą Moni. – Musiałam się jego o to zapytać. Mnie zabrał, a swojej Moni nie.? Coś musiało się stać. Głowiłam się.
- Oboje ustaliliśmy, że jeden dzień muszę spędzić ze swoją małą siostrzyczką. – Na potwierdzenie tych słów wziął mnie w ramiona, a ja po raz pierwszy nie protestowałam.
- Dobra, Michał wystarczy. Na rozgrzewkę maszeruj. – Gdy w końcu mnie puścił odsunęłam się usiadłam gdzieś z boku.  Żałowałam, że z tego pośpiechu nie zabrałam aparatu. Cóż moja strata, trzeba. Będzie mniej zdjęć do obklejenia kolejnych ścian.  Usiadłam na jednym z krzesełek. Nawet nie zauważyłam jak obok mnie ktoś usiadł.
- Ty jesteś zapewne Marta. – Odwróciłam się spojrzałam na siedzącego obok mnie Krzysztofa Ignaczaka. O mało co nie zleciałam z krzesła. Autentycznie. Wiedziałam, że go tu spotkam, no bo przecież jest częścią reprezentacji. Ale, żeby znał moje imię. Tego się nie spodziewałam. – Jestem…
- Wiem kim pan jest. Jest mi niezmiernie miło pana poznać. Nie wiem co mam powiedzieć. – Za dużo rzeczy chciałam powiedzieć. Miałam natłok myśli i do tego słowotok.
- Cieszę się bardzo. Ale proszę mów mi po prostu Igła. – Uśmiechnął się szeroko, a ja chyba kolejny raz zarumieniłam się na policzkach. Odwołuje to co powiedziałam wcześniej. Ta niespodzianka to najlepsze co mógł zrobić dla mnie braciszek. Ok, prócz spędzenia całego dnia tylko ze mną
- Igła wracaj. – Do moich uszu dobiegł głos Bartka.
- Miło było Ciebie poznać Igła. – Uśmiechnęłam się znacznie szerzej do libero naszej reprezentacji. Mogę powiedzieć, że trening jaki zobaczyłam był interesujący. Miałam także okazję poznać  trenera. Dzisiejszy dzień należał jak najbardziej do udanych. W końcu niecodziennie brat-siatkarz zabiera mnie na treningi.  I nie codziennie mogę poznać całą reprezentacje. Dzisiaj poznałam każdego. Z wszystkimi zamieniłam choć jedno zdanie. Misiek naprawdę dzisiaj się spisał. Czekam na kolejny taki trening. Mimo braku aparatu udało mi się strzelić parę fotek. Będą jak znalazł do mojej kolekcji.
- Jak podobało Ci się.? – Siedzieliśmy już w samochodzie. W ręku trzymałam telefon. Po powrocie miałam zadzwonić do Ulki. Przez cały dzień wysyłała mi wiadomości z zapytaniem gdzie jestem.
-Było świetnie. Jeden z najlepszych dni w moim życiu. Dziękuję Ci za to. – Przybliżyłam się do brata i pocałowałam go w policzek. Słodki głosik i uśmieszek mu nie wystarczy. – Swoim łamanym angielskim nawet dogadałam się z trenerem. – Zaśmiałam się melodyjnie. Mój angielski nie był świetnie doszlifowany, namawiałam wielokrotnie rodziców do wyjazdu do Anglii. Ale zawsze mieli jakieś ale.  Może w niedalekiej przyszłości namówię ich na wyjazd.(…) Po powrocie do domu, byłam tak padnięta, że od razu położyłam się do łóżka. Przez dłuższy czas nie mogłam zasnąć z tego podekscytowania. W pewnym momencie drzwi do mojego pokoju otworzyły się.
- Marta. Trzymaj – Michał rzucił swój telefon w moją stronę. Wiadomość od Bartka Kurka. Nie, nie przeczytam tego. A może jednak. No dobra przeczytam. Spojrzałam na wyświetlacz i zamarłam. „Myślę, że podobał Ci się dzień spędzony z nami.? Jeśli nie masz na jutro żadnych planów zapraszam Ciebie na kawę. Chciałbym bliżej poznać siostrę Dzika. Bartek”  O mamuniu.! Wstałam i zaczęłam dosłownie skakać. Zostałam zaproszona na kawę przez Bartka Kurka.! Zegarek wskazywał 2 w nocy. Ale to nie ważne. Wybrałam numer Ulki. Po kilku sygnałach usłyszałam zaspany głos przyjaciółki.
- Marta, posrało Ciebie.
- Słuchaj, to nie jest żaden żart. Ale…. – Chciałam zbudować napięcie.
- Ale co.? – Była najwyraźniej zdenerwowana moim przedłużaniem rozmowy.
- Jutro idę na kawę z Bartkiem Kurkiem. – Pisnęłam podekscytowana do słuchawki. Ulka na tą wiadomość jakby ożyła.
- Co ty pieprzysz.? – Powiedziała piskliwym głosem.
- No mówię serio.
- I mam Ci uwierzyć.? Chora jesteś na mózg.?
- Ale to prawda. Dobra nie wierzysz mi. Ok. Jak sobie chcesz. Idę spać. – W tym samym momencie rozłączyłam się. Po minucie dostałam wiadomość. „Ale to nie ściema.?” Zaśmiałam się wesoło. Oj Ulciu, Ulciu. „To wcale nie ściema, tylko najprawdziwsza prawda.”


___________________________________________
I pojawił się kolejny rozdział. Wszelkie spostrzeżenia proszę pisać. To bardzo mi pomoże. :)  

piątek, 2 listopada 2012

● Chapter One


- Marta, wstawaj. – Jakiś głos próbował wyrwać mnie ze snu. Nagminnie powtarzał moje imię. Westchnęłam cicho i spojrzałam na stojącego nade mną mężczyznę. Od wielu miesięcy nie widziałam brata. A teraz pojawił się jak gdyby nigdy nic w moim małym pokoiku wypełnionym po brzegi zdjęciami i autografami. Podniosłam się szybko z łóżka i zaspanym wzrokiem zmierzyłam siedzącego na brzegu mężczyznę. Uśmiechnęłam się szeroko i wyciągnęłam ramiona w stronę przybysza.
- Michał. Nie spodziewałam się Ciebie. – Byłam zaskoczona wizytą brata. Od czasu gdy na poważnie zaczęła się jego przygoda z siatkówką nie mieliśmy okazji spędzić ze sobą więcej niż kilka dni. Może tym razem zmieni się to i choć raz od tak długiego czasu pobędę z nim dłużej. – Na ile przyjechałeś.? – Uniosłam brwi ku górze i wyczekiwałam odpowiedzi.
- Jestem tylko na kilka dni. – Mój uśmiech zniknął z twarzy. – Ale nie smutaj się mała. Mam dla Ciebie małą niespodziankę. – Widziałam radość na jego twarzy. Byliśmy rodzeństwem przyrodnim. Jako młodsza siostrzyczka, Michał troszczył się o mnie. Czasami za bardzo się o mnie martwił. Nie miałam mu tego jednak za złe.
- Nie zapomniałeś, że do siostry zawsze przyjeżdża się z jakąś niespodzianką. – Zaśmiałam się cicho pod nosem i odkryłam się po czym wstałam z łóżka. Usiadłam na brzegu tuż obok brata. W połowie września miałam ukończyć 18 lat. Stać się pełnoletnia. Mogłam wtedy zacząć decydować o sobie; chyba tylko w swoich snach. Bo ani Michał ani rodzice nie pozwolą mi na to.
- Ja o Tobie nigdy nie zapominam. Wiesz o tym mała. – Uśmiechnął się szeroko po czym wstał. Swoje kroki skierował w stronę biurka, na którym leżał aparat. Dostałam go na 17 urodziny od rodziców i oczywiście od Michała. – Dalej robisz zdjęcia.? – Odwrócił się i zmierzył mnie wzorkiem.
- Tak, ale od kilku tygodni nie znalazłam swojego natchnienia. – Zaśmiałam się i wyciągnęłam rękę. Położył aparat na mojej dłoni.  – Dziękuję. A teraz zostawię Ciebie. – Wstałam i weszłam do łazienki przy moim pokoju. Po 30 minutach wyszłam z łazienki, po czym opuściłam swój pokój i zeszłam po schodach do kuchni.
- Cześć rodzinko. – Uśmiechnęłam się wesoło i usiadłam na krześle. Wzięłam do rąk stojący przede mną kubek i upiłam z niego łyka ciepłej kawy.
- Marta, niedługo muszę jechać do pracy. Mama zostawi wam samochód. – Podniosłam wzrok i spojrzałam na tatę stojącego w drzwiach.
- Dobrze. Miłego dnia tato. – Odstawiłam kubek na stół i spojrzałam na mamę. Stała tuż obok taty. – Poradzimy sobie. – Po tych słowach rodzice opuścili domu. – No dobra to jaką masz dla mnie niespodziankę. – Szeroko uśmiechnęłam się
- Mam dzisiaj trening, więc pomyślałem, że zabiorę swoją młodszą siostrzyczkę. – Uśmiechnął się wesoło. Zaskoczyło mnie to. Dzisiaj miałam poznać swoich idoli. Do tego czasu znałam najlepszego przyjaciela brata; Zbyszka Bartmana. – Cieszysz się.? – Oczywiście, że się cieszyłam. Ale byłam także zaskoczona. Bo przecież nie codziennie dostaje się taki prezent od brata.
- Oczywiście, że się cieszę. – Zaskoczenie wciąż było na mojej twarzy. Byłam bardzo zaskoczona propozycją, ale także szczęśliwa i podekscytowana. – O której masz ten trening. – Wstałam z krzesła i stanęłam tuż obok niego.
- Spokojnie, jeszcze mamy trochę czasu. Jest dopiero 8 godzina. – Spojrzał na zegarek. Złapałam za kubek z kawą i wypiłam ją szybko. Po czym poleciałam na górę.  Musiałam wyglądać jak człowiek. A nie straszydło, którym teraz byłam.

Godzinę później.

- Ja tam chyba nie wejdę. – Stanęłam jak wryta przed wejściem na salę na której trenował mój brat wraz z kolegami z reprezentacji. Miałam strasznego stresa.
- No przestań. Boisz się kilku facetów. – Zaśmiał się wesoło. Pchnął drzwi i zaprosił mnie do środka. Przez klika sekund stałam tak i wpatrywałam się w przestrzeń za drzwiami po czym zrobiłam nieśmiały krok do przodu. – Jesteś na dobrej drodze Marta. – Zrobiłam kolejny krok i znalazłam się w sali. W środku było kilka osób. W tym Zbyszek. Uśmiechnęłam się delikatnie. Jedną osobę znam. To jakoś ułatwi mi wejście dalej w głąb pomieszczenia.
- Weszłam,  zadowolony. – Obejrzałam się do tyłu, ale za mną nikogo nie było. – Cholera. – Zdawało mi się, ze powiedziałam to tylko w myślach póki nie usłyszałam jakiegoś głosu.
- Marta, jak miło Ciebie widzieć. – Podniosłam wzrok i spojrzałam na najlepszego przyjaciela mojego brata. – Myślałem, że Dziku się rozmyślił i nie zabierze Ciebie ze sobą. – Zaśmiał się wesoło, po chwili i ja szeroko uśmiechnęłam się.
- Zibi. Wepchnął mnie tu na siłę – Zaśmiałam się wesoło.
- Za chwilę przedstawię Ciebie reszcie. – Obejrzał się do tyłu, ale prócz naszej dwójki nikogo nie było na Sali.


____________________________________
Kolejny epizod pojawi się się prawdopodobnie w niedzielę. Mam nadzieję, że podoba wam się pierwszy rozdział. Piszcie w komentarzach :P  

środa, 31 października 2012

● Prologue


Mam na imię Marta. Marta Julia Kubiak. Moje życie nie jest jakieś mega interesujące. Po za spotkaniami z bratem przyrodnim jestem zwykłą dziewczyną. Nawet w trakcie nich Michał nie staje się wielką gwiazdą. Oboje zachowujemy się jak rodzeństwo, które nie widziało się od wieku. Moja miłość do siatkówki zrodziła się z tego, iż mój brat ją kocha. Pamiętam gdy jako mała dziewczynka zabierał mnie na swoje treningi. Po śmierci mojej mamy stało się to codziennością. Miałam może 5 lat jak zmarła moja mama, później opiekę nade mną przejął ojciec wraz z żoną. Trafiłam pod skrzydła rodziny Kubiaków. Owszem mam to samo nazwisko. Ale wracając do moich zainteresowań. Nie jestem wielką mistrzynią w siatkówce. Michał zawsze się ze mnie naśmiewa, w końcu on jest siatkarzem i ja jako jego siostra powinnam również świetnie radzić sobie w tej dyscyplinie. A wcale tak nie jest, nie mam po prostu talentu. Nie umiem czasami nawet trafić w piłkę. Obserwatorzy z boku jak tylko widzą, że wychodzę na boisko od razu śmieją się. W sumie ja także. Uwielbiam gdy Michał wraca do domu po zgrupowaniach, albo udanym sezonie ligowym. Zawsze przywozi mi różne pamiątki, ale nie to się dla mnie liczy. Razem z Moniką wypatrujemy go w oknie. A gdy tylko nadarzy się okazja na kibicowanie pakujemy rzeczy i od razu jedziemy. Mam bardzo dobry kontakt z narzeczoną brata. W końcu znam ją od dawna. Tak samo znam najlepszego przyjaciela – Zbyszka Bartmana. (…) Telefon zadzwonił. Podniosłam głowę i spojrzałam na wyświetlacz. „Monika”  później spojrzałam na zegarek. O cholera. Było już po 9
- Monia, przepraszam. – Próbowałam się wytłumaczyć.
- Marta nic nie szkodzi. Za ile przyjdziesz.? – Monika była dla mnie zawsze wyrozumiała. Ale czasami wypadało na mnie nakrzyczeć. – Śpiesz się. Nie będę czekała na Ciebie wieczność. – Szybko podniosłam się i nałożyłam na siebie jakieś ciuchy. Związałam niezdarnie włosy i wybiegłam z pokoju. Nikogo nie było w domu. Rodzice poszli do pracy. Nałożyłam na stopy jakieś buty. I wyszłam. Kilka minut zajęło mi dojście do domu Moni. Zdzwoniłam do drzwi. Po chwili otworzyła je narzeczona mojego brata.
- Monia, co wykombinowałaś.? – Weszłam do środka.
- Jutro Michał przyjeżdża.- Uśmiechnęła się szeroko.  

● Welcome!


Hej.!
Opowiadanie będzie o siatkarzach.
Do głównej bohaterki przyjeżdża przyrodni brat i zabiera ją na trening.
Co później się wydarzy dowiecie się sami, a niebawem pojawi się prolog.
Serdecznie zapraszam was do śledzenia opowieści o Marcie i jej bracie Michale.
Głowna bohaterka to MARTA KUBIAK. Wysoka brunetka o ciemnych oczach. 
Niedługo ma skończyć 18 lat. Coś jednak wydarzy się w jej życiu. Coś czego nie zapomni do końca swoich dni.